|
Jakis tam wykład:
Był sobie profesor, ktory nie mial dloni i poslugiwal sie proteza. Pierwszy wyklad tradycyjnie zaczynal kuracja wstrzasowa.
- Przywitajcie sie, ja nie mam czasu.
I rzucal reke z plastiku w tlum.
Uniwersytet Opolski
Byly wykladowca Prawa na UWr:
- Wiecie czym zawsze bede sie roznil od wibratora?
(cisza)
- Tym ze wibrator nigdy nie bedzie mogl powiedziec ze byl prawdziwym hujem.
Kiedyś na biologii profesorka wysłała kumpla po coś na zaplecze (pełno na nim było wypchanych królików, kur, bażantów)
kumpel niezdara coś tam popchnął i narobił trochę hałasu, biologica po zbadaniu sprawy weszła do klasy i powiedziała:
- Roman zwalił ptaka na zapleczu.
Ostatnie zajęcia przed Bożym Narodzeniem.Facet wchodzi do sali i na wstępie:
-Proszę wyjąć kartki i długopisy. (Gość nigdy nie robił niezapowiedzianych kartkówek.)Na sali jęk i marudzenie, że "Psorze, to ostatnie zajęcia" itp.
-CISZA! (Zawsze był spokojny i miły-wszyscy w coraz większym szoku.)
-Proszę schować książki i zeszyty.
Jęk...(Zawsze mogły być na ławce!)
-Grupa pierwsza, grupa druga.
JĘĘĘK (Nigdy nie robił podziału na grupy.) Wszyscy mogiła, załamani, dziękujemy w duchu gościowi za "prezencik" na święta...
Gość zaczyna dyktować pytania:
-Grupa pierwsza rysuje Mikołaja, grupa druga choinkę.
|